Pies Przewodnik. artykuł archiwalny

Artykuł dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Tekst ukazał się na łamach czasopisma Tyfloświat 2 (19) 2013

 

Pies przewodnik

Rafał Charłampowicz

 

Czy warto mieć psa?

 

Mówiąc czy pisząc o psach przewodnikach, zawsze kieruję się jedną zasadą – nie zachęcam. Każdy, kto zastanawia się nad wzięciem psa, powinien podjąć taką decyzję samodzielnie. Bierzemy do domu żywą istotę, wymagającą naszej uwagi i opieki, czasem sprawiającą duże kłopoty. Decydując się na psa nie możemy kierować się emocjami, reklamą, zachętą bliskich. Zanim zgłosimy się do PZN-u lub którejś z fundacji szkolących psy, musimy wiedzieć, w czym pies ma nam pomóc. Najważniejszą kwestią jest to, czy jesteśmy gotowi być samodzielni w poruszaniu się. Pies może bardzo ułatwić chodzenie bez ludzkiego przewodnika, ale decyzja musi być w nas.

Gdy jakieś szesnaście lat temu, dostawałem z PZN-u pierwszego psa, słyszałem o wielu przypadkach zwierząt, które trafiły do niewidomych, a potem nie pracowały. Wnioskujący o psy kierowali się wyobrażeniami, a gdy te rozmijały się z rzeczywistością lub gdy okazywało się, że psi przewodnik tak naprawdę wcale nie jest im potrzebny, robili z psa zwykłego kanapowca. Dzisiaj wymagania wobec aplikujących o psy są znacznie wyższe. Przed wzięciem pierwszego psa, musiałem ukończyć krótki kurs poruszania się z laską. To wystarczyło. Dzisiaj organizacje szkolące i przekazujące psy wymagają, by aplikant rzeczywiście poruszał się samodzielnie. W przypadku psów dofinansowywanych przez PZN umiejętności wnioskujących o psa są weryfikowane podczas specjalnego, kilkudniowego spotkania w Warszawie. Jest ono obowiązkowe dla wszystkich, których wnioski o psa spełniły wymogi formalne i przeszły do kolejnego etapu. Podczas spotkania aplikanci muszą samodzielnie przejść pewien odcinek drogi. Ich umiejętności w poruszaniu się są oceniane przez specjalistów z PZN-u. Pozostała część spotkania to wykłady o psach prowadzone przez kynologów. Jest to dobry czas, by zweryfikować i poszerzyć swoje wiadomości o tych zwierzętach. Jednym z ważnych punktów spotkania jest kontakt z czworonogami. Psa przyprowadzonego przez kynologów (nie jest to przewodnik) trzeba przywołać, pogłaskać, dać mu smakołyk. Takie ćwiczenie wprowadzono celowo. Podczas końcowego szkolenia, gdy niewidomy i jego przewodnik zaczynali pracować razem, kilkakrotnie okazało się, że niektórzy kursanci bali się fizycznego kontaktu z psem. W tej chwili lęk przed psem jest zauważany już podczas spotkania w Warszawie.

Fundacja Labrador Pies Przewodnik i Fundacja Pies Przewodnik/Vis Maior również wymagają od beneficjentów umiejętności samodzielnego poruszania się i organizują spotkania z kandydatami. Podczas takich spotkań weryfikuje się umiejętność samodzielnego poruszania się kandydatów i ich przygotowanie do przyjęcia psa. Jest to oczywiście także okazja, by porozmawiać ze specjalistami. Wszystkie organizacje kładą nacisk na aktywność kandydatów. Poruszanie się z laską jest jednym z jej aspektów. W Fundacji Pies Przewodnik/Vis Maior podczas testu bardziej zwraca się uwagę na to, czy aplikujący o psa rozumie przestrzeń i potrafi się w niej odnaleźć niż na to, czy z laską porusza się prosto. Fundacja Labrador jako jedyna prowadzi indywidualne spotkania kwalifikujące. Rozumiem ten generalny nacisk na samodzielne chodzenie, ale pamiętając swój przypadek, mam wątpliwości, czy ten wymóg powinien być tak istotny.

Zanim wziąłem psa, w ogóle nie chodziłem sam. Na studiach większość moich znajomych mieszkała w tym samym akademiku, więc na zajęcia chodziliśmy razem. O psie pomyślałem pod koniec drugiego roku studiów, gdy wiedziałem, że w następnym roku każda grupa będzie miała zajęcia w innych godzinach, więc jeśli nie chcę siedzieć bez sensu na uczelni, czekając na swoje zajęcia, muszę się usamodzielnić. O lasce w ogóle nie myślałem. Od razu wiedziałem, że chcę psa. Zrobiłem wymagany kurs poruszania się z laską, by spełniać wymogi formalne, ale w ogóle nie planowałem korzystania z laski. Moją pierwszą pomocą w orientacji był zatem pies, a nie laska. Nie mogę wykluczyć, że gdyby nie możliwość dostania psa, jeszcze długo nie zdecydowałbym się na samodzielne chodzenie. Obawiam się, że zasada niedawania psów ludziom, którzy nie chodzą z laską, na starcie eliminuje takie przypadki jak ongiś mój. Co ciekawe, chodzić z laską nauczyłem się przy psie. Nie powiem, bym polubił laskę, ale uważam, że każdy niewidomy powinien umieć dobrze posługiwać się tym narzędziem, bo w pewnych sytuacjach bywa nieocenione. Umiejętności nabyte przy poruszaniu się z laską przydają się też np. przy korzystaniu z detektorów przeszkód.

 

Pies a laska

Technika chodzenia z psem jest oczywiście zupełnie inna od techniki chodzenia z laską. Każde rozwiązanie ma wady i zalety. Zanim przejdziemy do samego poruszania się, warto powiedzieć o drastycznej różnicy w reakcjach ludzi. Gdy idziemy z laską, często ktoś chce pomagać, niezależnie od tego, czy my tego chcemy. Mimo zmian kulturowych nadal można usłyszeć komentarze typu „jaki biedny” lub „jakie nieszczęście”. Gdy idziemy z psem, pomagających jest mniej i częściej jest to pomoc werbalna, a komentarze to na ogół „jaki śliczny” lub „jaki piękny”. Komentarze oczywiście zwykle dotyczą psa, bo to właśnie pies, a nie jego pan, przyciąga uwagę. Świetna jest świadomość, że ośrodkiem uwagi jest pies, a nie ja.

Zasadnicza zaleta chodzenia z psem to omijanie wszelkich przeszkód. Właściciele przewodników mogą latami chodzić po pewnej trasie i nie wiedzieć, że są na niej słupki uniemożliwiające parkowanie, dziury w chodniku, czy stojaki reklamowe. Pies omija wszystkie przeszkody, które utrudniają życie większości osób poruszających się z laską. Pies obejdzie ludzi blokujących drogę, parkujące samochody, stragany, słupy, niezabezpieczone rowy robót drogowych itp. Jeżeli przeszkoda jest nie do obejścia lub gdy pies nie wie, jak ją obejść, po prostu się zatrzyma czekając na decyzję swojego pana. Dobrze wyszkolony pies omija również przeszkody nadziemne, np. nisko wiszące gałęzie. Paweł Wdówik porównał kiedyś chodzenie z psem przewodnikiem do chodzenia pustym tunelem, w którym możemy iść szybko, nie przejmując się żadnymi przeszkodami. Przytaczam to porównanie, bo dobrze oddaje specyfikę poruszania się z psem i pozwala dostrzec nie tylko zalety, ale i ograniczenia takiego sposobu chodzenia. Idąc z laską mamy bezpośredni kontakt z tym, co jest dookoła. Przypuszczam, że niewiele osób stale ostukuje brzeg drogi, ale i tak często trafiamy na różne punkty orientacyjne, np. ławki, trawniki, słupy i mnóstwo innych obiektów, dzięki którym wiemy lub upewniamy się, gdzie jesteśmy. Idąc z psem nie mamy dostępu do większości tych informacji. W pewnych sytuacjach z psem zatem można zgubić się łatwiej niż z laską. Wystarczy, że się rozkojarzymy, a pies zejdzie z jakiegoś powodu z obranej przez nas drogi, i już musimy się orientować. Trzeba dodać, że w takich sytuacjach często wystarczy wydać psu odpowiednie polecenie i pies postara się wrócić do znanego miejsca.

Podsumowując, pies to łatwość chodzenia, bo nie musimy koncentrować się na omijaniu przeszkód, ale także brak informacji o tym, co jest dookoła.

Jest jeszcze jedna istotna różnica między psem a laską, tym razem jednoznacznie przemawiająca za laską. Pies to istota żywa, a więc pije, je, wydala i choruje. Laskę można odstawić lub złożyć, schować do plecaka i o niej zapomnieć. W przypadku psa trzeba pamiętać o wszystkich jego potrzebach. Gdy jadę sam do obcego miasta, moim głównym problemem jest znalezienie dla psa trawnika. Pies oczywiście dobrze zniesie długą podróż pociągiem lub samolotem, ale w końcu musi się załatwić. Znalezienie odpowiedniego, najlepiej niezadbanego trawnika nie zawsze jest łatwe i bywa trochę stresujące. W polskich szkołach zwykle nie uczy się sprzątania po psie, co dodatkowo komplikuje sprawę. Najprostszym sposobem jest oczywiście spytać jakiegoś przechodnia lub obsługę hotelu o najbliższy dziki trawnik i zwykle się udaje, ale bywają też sytuacje bardzo kłopotliwe, np. zadbany, duży konferencyjny kompleks lub przyjazd w nocy do zupełnie obcego miasta, gdzie dodatkowo niewiele osób mówi po angielsku. Poświęcam tej sprawie tyle uwagi, bo dotyka ona wszystkich właścicieli psów, którzy jeżdżą z psami w dalekie, obce strony.

Drugi problem to choroba lub wypadek. Chory pies potrzebuje opieki, a samo leczenie kosztuje. Na jedno i drugie trzeba być przygotowanym. Najgorzej, jeżeli coś niespodziewanego zdarzy się w obcym mieście, np. pies uszkodzi sobie łapę podczas wysiadania z pociągu. Trzeba wtedy ocenić powagę sytuacji i ewentualnie szukać weterynarza.

Żywienie psa nie jest kłopotliwe, ale oczywiście kosztuje. 12-kilogramowy worek karmy to zwykle koszt powyżej 120 zł. Jeżeli zależy nam na zdrowiu psa, nie powinniśmy go karmić marketowymi karmami, reklamowanymi w telewizji. Oczywiście można psu gotować, ale to z kolei zajmuje czas.

Można powiedzieć, że tam gdzie użytkownik laski może sobie pozwolić na jej schowanie, właściciel psa musi pomyśleć o jego potrzebach. Nawet, jeżeli pies zostaje w domu, trzeba o nim pamiętać i np. zrezygnować ze spontanicznie szykującej się imprezy, bo pies musi zostać wyprowadzony.

Odrębną kwestią jest wchodzenie z psem do różnych miejsc. W Polsce mamy bardzo dobre prawo, które pozwala wchodzić z psem właściwie wszędzie. Wyjątkiem są miejsca kultu, ale przynajmniej w przypadku Kościoła Katolickiego jest decyzja episkopatu, która pozwala na wchodzenie z psami przewodnikami do kościołów. Zgodnie z polskim prawem nikt nie może nam zabronić wejścia z psem do żadnego miejsca publicznego, wliczając w to restauracje, sklepy (także spożywcze), ośrodki zdrowia, środki transportu, hotele itp. Dodatkowo pies przewodnik nigdzie nie musi nosić kagańca. Prawo działa dobrze i wie o nim coraz więcej ludzi, ale wciąż jeszcze zdarzają się przypadki odmawiania psu wstępu do jakiegoś miejsca, np. do restauracji. Nawet jeżeli w końcu zostaniemy wpuszczeni, nastrój mamy popsuty. Na takie zdarzenia też trzeba być przygotowanym. Dodam jeszcze, że za granicą może być trudniej. W Unii Europejskiej nie ma jednolitego prawa dotyczącego wchodzenia z psami do miejsc publicznych i obowiązku zakładania im kagańca, szczególnie w środkach transportu. Natomiast poza Unią bywa tak, że prawa dotyczącego psów w ogóle nie ma lub nikt o nim nie wie. W Tbilisi np. bardzo trudno było gdziekolwiek wejść z psem, a jednym z zamkniętych dla nas miejsc było metro.

Jak widać pies to nie tylko wielka frajda, ale również bardzo dużo obowiązków i pojawiających się trudności, których użytkownik laski w ogóle nie ma. Ktoś, kto decyduje się na psa, musi lubić psy jako zwierzęta, mieć środki na jego utrzymanie i najlepiej, jeśli w swoim mieście ma też rodzinę lub zaprzyjaźnione osoby, które w razie potrzeby zajmą się psem. Spełnienie ostatniego warunku nie jest oczywiście koniecznością, jednak jeżeli mamy gdzie zostawić psa na dzień lub dwa, będziemy bardziej swobodni. Nie wszędzie i nie zawsze chcemy przecież zabierać ze sobą zwierzę.

Co potrafi pies?

Sporo pisałem o trudnościach, czas zatem zająć się tym, co dostajemy w zamian.

Pies potrafi dużo, ale zanim przejdziemy do konkretów, chciałbym zastrzec, że każdy pies jest inny i pewne rzeczy będzie robił lepiej, a inne gorzej. Umiejętności, które długo nie były wykorzystywane, może całkowicie utracić. Dużo zależy od sposobu naszej pracy z psem. Szczegółowe polecenia mogą mieć różną formę w różnych szkołach. Każda szkoła miewa też własne, specyficzne komendy, których nie znajdziemy w pozostałych ośrodkach szkolących psy.

Jak już wspominałem, pies omija przeszkody, pozwalając na szybki, bezpieczny marsz. W przypadku przeszkód, których obejście nie jest oczywiste, np. kałuża zajmująca całą szerokość chodnika i wymuszająca zejście na jezdnię lub trawnik, pies zatrzyma się i poczeka na naszą decyzję. W takich sytuacjach poleceniem, które najczęściej wydaje się psu jest „prowadź sam” (polecenie to może mieć różną formę zależnie od szkoły) i pies wie, że ma pomyśleć i że może zachować się w niestandardowy sposób, np. zejść z zalanego chodnika na trawnik.

Poza sytuacjami tego typu do omijania przeszkód nie wydajemy żadnych poleceń. Pies prowadzi sam. Ewentualnie możemy psa popędzić lub poprawić, stosując polecenia takie jak „szybciej”, „wolniej” lub np. „obejdź”. To ostatnie przydaje się, gdy ktoś idzie przed nami, skutecznie blokując chodnik, a my chcemy go ominąć. Generalnie jednak przeszkody nas nie obchodzą. Bez żadnych dodatkowych poleceń pies zatrzyma się też przed zejściem na jezdnię i przed schodami. Można rzec, że tam, gdzie chodzi wyłącznie o przemieszczenie się po jakiejś prostej, nie musimy nic mówić. Pies wie, co ma robić.

Chodzenie z psem to oczywiście jednak dużo więcej niż proste omijanie przeszkód i prawie cała komunikacja z psem opiera się na poleceniach. Poleceń jest sporo, a ich lista nie jest zamknięta, bo sami możemy dodawać nowe. Część z nich to typowe komendy na posłuszeństwo, które zna każdy właściciel psa: „siad”, „waruj”, „noga”, „zostań”, „aport”. Pozostałe odnoszą się do prowadzenia. Najbardziej podstawowe to „naprzód”, „prawo”, „lewo” i „stój”. Do tego pies może być nauczony takich dodatkowych poleceń kierunkowych, jak „środek”, „do lewej” i „do prawej”. Tych ostatnich używamy do wskazania psu, którą częścią chodnika ma iść.

Komendy kierunkowe to świetna okazja, by rozwiać jeden z kilku mitów dotyczących psów przewodników. Pies prowadzi nas w sensie technicznym, ale tak naprawdę to my prowadzimy psa. Pies, z wyjątkiem stałych tras, nie będzie wiedział, dokąd chcemy iść. To my musimy znać drogę, orientować się na niej i wydawać psu odpowiednie komendy. Jeżeli nie będziemy wystarczająco precyzyjni lub będziemy wydawać psu polecenia, które nijak się mają do rzeczywistości, pies nie będzie wiedział, o co nam chodzi i zacznie zgadywać lub przestanie pracować. Wyobraźmy sobie, że idziemy chodnikiem, po lewej stronie jest jezdnia, a po prawej trawnik. Szukamy chodnika prostopadłego do naszej drogi i wydaje się nam, że jesteśmy we właściwym miejscu. Mówimy do psa „W prawo”, ale pies widzi tylko trawnik, na który nie powinien wejść, bo żadnego chodnika tam nie ma. Jeżeli chodnik jest gdzieś blisko, pies, o ile nie będziemy mu przeszkadzali, doprowadzi nas do niego. Jeżeli jednak chodnika nie ma w pobliżu, pies najpewniej w końcu ulegnie naszym naciskom i wejdzie na trawnik. Jeżeli będziemy mylili się często, pies będzie chodził gorzej, bo nauczy się nieprawidłowych zachowań, np. przechodzenia przez jezdnię w przypadkowych miejscach. Bywają też odwrotne sytuacje, tzn. pies robi coś dobrze, ale nam się wydaje, że zrobił źle. Zbyt szybko karcąc psa również można go oduczyć właściwego prowadzenia. Niestety przy zupełnym braku wzroku takie błędy są nieuniknione. Trzeba po prostu bardzo uważać.

Pozostałe polecenia to takie, które można nazwać wyszukującymi. Pies jest uczony rozpoznawania różnych obiektów i prowadzenia nas do nich. Mówimy do psa nazwę obiektu, pies rozgląda się, odnajduje i prowadzi nas do wybranego miejsca. Wszystkie polecenia działają tak samo, dlatego ograniczę się do omówienia tych najważniejszych i wymienienia pozostałych. Jak wspominałem komendy mogą być różne w różnych szkołach.

 

„Schody” – pies prowadzi do schodów i staje przed nimi. Mogą to być zarówno schody do góry, jak i na dół. W co najmniej jednej ze szkół psy są uczone też polecenia „do góry” i „na dół”, które przydaje się, gdy jesteśmy przy schodach i chcemy psu podać kierunek.

„Drzwi” – pies prowadzi do najbliższych drzwi (niektóre psy potrafią nawet nosem wskazać klamkę) i wchodzi przez nie, jeśli są otwarte. Polecenie bardzo przydatne, gdy szukamy wejścia do budynku, i w samych budynkach. Oczywiście pies, który pracuje dłużej i jest zgrany ze swoim panem lub panią, będzie doprowadzał do drzwi bez specjalnego polecenia – rutyna robi swoje.

 

„Przejście” – pies prowadzi do najbliższych pasów lub alternatywnego przejścia, którego jest nauczony (np. teren za miastem, gdzie nie ma formalnych przejść) i zatrzymuje się, czekając na polecenie „naprzód” lub „prowadź”. Pies nie rozpoznaje świateł (prawdopodobnie widzi tylko żółte) i to my, kierując się słuchem, musimy podjąć decyzję, kiedy przechodzimy. Pies tylko pomaga nam odnaleźć samo przejście. Ostatnio psy są też uczone polecenia „słupek”, na które pies doprowadza nas do sygnalizatora i stara się wskazać przycisk. Polecenie to przydaje się też do odnajdywania słupków z przyciskiem otwierającym furtkę, popularnych na osiedlach zamkniętych.

 

„Ławka”/”miejsce” – pies prowadzi do wolnego miejsca i wskazuje je pyskiem. Wolnym miejscem może być zarówno ławka w parku czy korytarzu uczelni, jak i siedzenie w autobusie lub tramwaju. Moim zdaniem polecenie przydaje się bardziej w parkach i rozmaitych poczekalniach niż w środkach transportu, w których najczęściej jest ciasno. W autobusach i tramwajach najlepiej sprawdza się nauczenie psa prowadzenia do wnęki dla wózków. Jeżeli miejsca przy wnęce są zajęte, i tak można tam wygodnie stać, a pies nie blokuje przejścia.

 

„Wyjście” – jedno z ważniejszych poleceń. Pies prowadzi do wyjścia, którym weszliśmy do budynku. Wyjście nie musi być w zasięgu wzroku psa. Pies postara się je odnaleźć, pamiętając drogę. Oczywiście w trudnych przestrzeniach będzie miał kłopoty i nie zawsze sobie poradzi, ale w większości przypadków szybko dotrzemy do wyjścia. „Wyjście” bardzo przydaje się też w najbardziej typowych sytuacjach, gdy jesteśmy w jakiejś sali i chcemy z niej wyjść. Nie musimy szukać drzwi, tylko wydajemy polecenie psu i wychodzimy.

 

„Winda” – pies prowadzi do windy i staje przed nią. Niektóre psy dodatkowo wskazują pyskiem przycisk. Przydatność tego polecenia zależy od miejsca zamieszkania i pracy. W dużych miastach jest nieocenione, bo windy są w wielu miejscach, a do tego coraz więcej z nich ma komunikaty głosowe.

 

„Przystanek” – pies prowadzi do wiaty przystankowej. Wygodne, bo pozwala zlokalizować przystanek i np. schronić się przed deszczem.

Poleceń jest więcej, niektóre są bardziej, a inne mniej przydatne. Szkoły też rezygnują z wybranych komend i wprowadzają nowe, dlatego nie można podać ich pełnej listy .Sami też możemy i powinniśmy uczyć psa nowych rzeczy. Moje psy łącznie znały takie polecenia jak: „autobus”, „samochód”, „sklep” (oszklone drzwi do sklepu), „kasa” (prowadzenie do okienka lub człowieka za ladą), „kiosk”, „wolne miejsce’ (nazwa myląca, ale pies wychodził z tłumu i szukał przestrzeni w korytarzu, np. dworca, gdzie można spokojnie stanąć), „furtka”, „chodnik” (pies prowadzi na chodnik) i jeszcze kilka innych, których już nie pamiętam. Sam nauczyłem jednego z psów odszukiwania automatów z kawą. Stosunkowo nowym poleceniem, wprowadzonym przez jedną ze szkół jest „ruchome” – pies prowadzi do schodów ruchomych.

Psy zwykle uczą się szybko. Jeżeli idąc w jakiejś miejsce będziemy powtarzali jego nazwę, pies skojarzy ją z miejscem i po jakimś czasie będzie tam prowadził na polecenie słowne, np. „uczelnia”.

 

Jak chodzimy z psem?

 

Pies idzie przy naszej lewej nodze. Na sobie ma obrożę ze smyczą i szorki. Szorki to specjalna uprząż z pałąkiem zamocowanym po bokach psa. Najlepiej chyba wyobrazić sobie duży uchwyt od torby, zrobiony ze sztywnego materiału. Idąc, trzymamy lewą ręką za pałąk, a między palcami mamy smycz. Smycz można też trzymać w prawej ręce. W prowadzeniu najważniejsze są szorki. Pałąk jest sztywny i dzięki niemu czujemy, kiedy pies skręca. Smycz służy do kontrolowania psa. W znanym terenie da się chodzić na samej smyczy, ale takie chodzenie zawsze wiąże się z ryzykiem i nie można go traktować jako alternatywy dla szorek.

Aktualne przepisy wymagają, by pies był oznakowany napisem „Pies asystujący”. Taki napis znajduje się na szorkach. Żadne inne wizualne oznaczenia psa nie są na szczęście wymagane, tak więc nie ma ani jednolitego wzoru, ani koloru szorek. Każda szkoła zaproponuje nam szorki preferowane przez siebie.

Zgodnie z polskim prawem niewidomy w ruchu ulicznym musi w widoczny sposób nieść białą laskę, dlatego, inaczej niż np. w USA, w Polsce uczy się chodzenia z psem i z laską. Laska jest trzymana w prawej ręce i oczywiście nie dotyka ziemi. Taka technika ma kilka plusów, ale moim zdaniem minusów jest więcej i dużo osób wkrótce po egzaminie rezygnuje z laski, do czego z pełną odpowiedzialnością zachęcam. Laska przydaje się podczas przechodzenia przez jezdnię jako znak dla kierowców, szczególnie że bez laski w razie wypadku możemy mieć problemy z ubezpieczeniem, mimo że nie byliśmy winni. Niektórzy właściciele psów korzystają z niej podczas wsiadania i wysiadania z pociągu. Bywa nieoceniona, gdy pies nagle zatrzyma się, a my nie rozumiemy dlaczego. Poza tym zajmuje rękę, którą można wykorzystać znacznie lepiej i znowu zwraca na nas uwagę. Generalnie przez większość czasu nie wydaje się być potrzebna. Zatem zamiast mieć stale zajętą rękę, lepiej mieć w kieszeni teleskopową laskę sygnalizacyjną. Nie nadaje się ona do chodzenia, ale takie jest jej przeznaczenie. Po złożeniu ma około 23 cm długości i nie zajmuje dużo miejsca.

 

Skąd wziąć psa?

W Polsce mamy trzy główne ośrodki szkolące psy:

Dla PZN psy najczęściej przyucza szkoła „Tresura Psów Jerzy Przewięda”. Fundacja Labrador Pies Przewodnik i Fundacja Pies Przewodnik, założona przez Fundację Vis Maior, mają własne szkoły. Psy z obu fundacji przekazywane są bezpłatnie. W przypadku psa przekazywanego przez PZN wkład własny przyszłego właściciela psa wynosi niecałe 1000 zł.

Każda organizacja ma własne kryteria przyznawania psa, a szczegółowe informacje są dostępne na stronach internetowych. Najczęściej tresowane psy to labradory, ale zdarzają się też inne rasy. Fundacja Pies Przewodnik/Vis Maior i PZN dopuszczają możliwość, że tresowany będzie pies kupiony samodzielnie przez wnioskującego o dofinansowanie tresury, ale pies ten musi być sprawdzony pod kątem przydatności na przewodnika. Fundacja Labrador Pies Przewodnik szkoli psy z własnej hodowli.

W tym miejscu warto dodać, że psów nie szkoli się dużo. W latach 2011-2012 Fundacja Labrador Pies Przewodnik wyszkoliła łącznie dziesięć psów, Fundacja Vis Maior dziewięć, Fundacja Pies Przewodnik dwa, a PZN czternaście. Do tej liczby trzeba by jeszcze dodać psy szkolone prywatnie, sprowadzane z zagranicy i szkolone poza głównymi ośrodkami szkoleniowymi. Głównym ograniczeniem jest oczywiście bardzo wysoki koszt samej tresury. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że przygotowanie psa przewodnika jest trudniejsze od przygotowania psa asystującego osobie na wózku, którego praca wygląda bardziej spektakularnie.

We wszystkich szkołach kandydaci, którzy zostali zakwalifikowani do otrzymania psa, przechodzą szkolenie. Można powiedzieć, że proces przekazywania psa zaczyna się już w momencie doboru psa dla przyszłego właściciela. Szkolący musi wiedzieć, jak wyglądamy (ktoś wysoki nie może chodzić ze zbyt małym psem), jaki mamy temperament, jaki tryb życia prowadzimy i w jakim terenie najczęściej będzie pracował pies. Końcowe szkolenie trwa od dwóch do trzech tygodni, ale szkoły starają się już wcześniej spotykać z przyszłymi właścicielami, by pies i jego pan lub pani poznali się wzajemnie. W jednej ze szkół takie właśnie regularne spotkania należą wręcz do procedury przekazywania psa. W szkoleniu chodzi nie tylko o same umiejętności i wiedzę teoretyczną, ale o zżycie się psa i człowieka, tak by ci w przyszłości tworzyli zgraną drużynę. Ostatnia część szkolenia odbywa się zwykle w miejscu zamieszkania nowego właściciela psa. Pies, pod okiem tresera, uczy się poruszać po terenie, w którym będzie pracował.

Na co zwracać uwagę?

Pierwsze miesiące pracy z psem są bardzo ważne i bardzo trudne. Kłopoty będą, bo dla nas to pies, którego jeszcze nie znamy, więc nie wiemy, które zachowania są spowodowane stresem, a które niedopatrzeniami w tresurze lub naszymi błędami. Dla psa nowe jest zupełnie wszystko: dom, właściciel, często jedzenie i trasy, po których chodzi. Musimy być na to przygotowani, a przygotowania najlepiej zacząć od zaplanowania samego terminu wzięcia psa do domu. Jeżeli weźmiemy psa jesienią, te pierwsze miesiące będą szczególnie trudne z powodu pogody. W deszczu i śniegu źle się chodzi. Zatrzymywanie się na mrozie, by pies powtórzył jakieś przejście wymaga dużo samozaparcia, a, szczególnie na początku, psu nie wolno przepuszczać błędów.

Podczas szkolenia powinniśmy jak najlepiej wykorzystać obecność tresera. Warto pytać o wszystko, czego nie rozumiemy. Oczywiście, gdy zostaniemy sami z psem, pytań pojawi się mnóstwo, dlatego tym bardziej trzeba już wcześniej obserwować psa i jego zachowania. Szczególnie ciężko może być tym, którzy wcześniej nie mieli kontaktu z psami. Wiem, że mimo uzyskania wiedzy teoretycznej do rangi problemu urastają takie sprawy, jak to, że pies szybko dyszy lub usiadł i się drapie.

Z drugiej strony warto też zwracać uwagę na samo wyszkolenie psa. Oczywiście nikt celowo nie da nam niedoszkolonego psa, ale może być tak, że potrzebne jest dłuższe końcowe szkolenie. Szczególnie ważne jest to, czy pies ładnie przychodzi do nogi, nawet gdy w okolicy są inne psy, jak zachowuje się przy innych ludziach i czy nie szczeka.

Szczekanie bywa dużym kłopotem u psów przekazywanych przez PZN. PZN wymaga bowiem, by pies podczas końcowego egzaminu dawał głos na rozkaz. Nie znam nikogo, komu by to było potrzebne, ale taki jest wymóg, więc psy są tego uczone. Psa do szczekania trzeba pobudzić i robi się to np. klaszcząc. W efekcie pies szczeka podczas konferencji, w teatrze lub na koncercie. Starając się o psa z PZN warto apelować o to, by nasz pies nie był uczony szczekania.

Pies przy innych ludziach powinien zachowywać się spokojnie. Szczególnie labradory mają skłonność do interesowania się wszystkim dookoła, a człowiek jedzący kanapkę będzie dla nich atrakcją, którą przebić może tylko kiełbasa w ręku kogoś innego. Nad psem musimy mieć kontrolę.

Tu warto rozwiać jeszcze jeden mit dotyczący psów przewodników. Pies nie ma nas bronić. W przypadku owczarków może odstraszać wyglądem, ale zadaniem psa jest prowadzenie. Nawet gdyby ktoś rzeczywiście nas zaatakował, pies powinien być bierny. Dla ludzi, którzy nie mieli do czynienia z przewodnikami, jest to trudne do przyjęcia, ale pies nie odróżni napastnika od kogoś, kto rzuca się nam na szyję z przyjaźni.

Skąd czerpać wiedzę?

Niestety, ktoś, kto chce lepiej zapoznać się z pracą psa przewodnika, znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Teorię poznamy w każdej ze szkół i w Internecie. Jeżeli jednak chcemy poznać stronę praktyczną, nie mamy szans. Nie istnieją idealne psy, ale żadna szkoła, co zupełnie zrozumiałe, nie będzie chwaliła się trudnościami z konkretnymi psami, szczególnie, że ocena niektórych rzeczy ma charakter subiektywny. Nie ma sensu pytać właścicieli psów na mailingowych listach dyskusyjnych, bo ci w początkowym okresie niemal zawsze bezkrytycznie chwalą swoje psy, o problemach wspominając mimochodem. Jest to zrozumiałe, bo pozytywne nastawienie do psa jest bardzo ważne. Na początku też, jak wspominałem, nie zawsze wiadomo, czego oczekiwać od psa. Właściciele psów z większym stażem też rzadko piszą o kłopotach publicznie, bo internetowe dyskusje nazbyt często kończą się pyskówkami, a poza tym nikt nie lubi przyznawać się do kłopotów. Z kolei ci, którzy odmówili przyjęcia przygotowanego dla nich psa (bo każdy aplikant ma takie prawo) lub wzięli psa, ale niezadowoleni potem sami nad nim pracowali, bywają przesadnie krytyczni. Jeżeli spytamy, czy szkoła X jest dobra, dostaniemy wszystkie możliwe odpowiedzi i prawie każdą z uzasadnieniem.

Najlepszym źródłem informacji (oczywiście subiektywnej) jest osobisty kontakt z kimś, kto ma przewodnika. Rozmowa i obserwacja psa w pracy dadzą najwięcej. Tu końcowa uwaga: właściciele przewodników (do których należę) okropnie nie lubią, gdy krytykuje się ich psy, dlatego podczas rozmowy nie wytykajmy psu żadnych wad.

 

 

 

Napisz odpowiedź